⊡
Między Kraśnikiem a Lwowem, na przestrzeni niemal 180 km, rozciąga się falujące malowniczymi wzgórzami Roztocze. To kraina o wielu obliczach, trudna jednak do zgłębienia, bo pełna sekretnych i trudno dostępnych zakątków.Warto zboczyć z utartych ścieżek, żeby w całej okazałości podziwiać piękno Roztocza. /bikeBoard
Szczególnie polecam tym, którzy poszukują tego, co nieodkryte. Przemierzanie tych stron rowerem łączy w sobie elementy ambitnego rajdu na orientację, zmagań o zabarwieniu DH/FR (z jazdą po bandach włącznie) oraz tęgiego off-roadowego fizolstwa na podobieństwo zawodów XC. Prawdziwe MTB-owe szaleństwo! Obszar, który bierzemy dziś na celownik, w dużej części leży z dala od głównych krajowych szlaków.
Wzgardzony przez przemysł słynie z czystego powietrza i kryształowych źródeł. Do niewątpliwych atutów tego zakątka zaliczyć trzeba także gościnność mieszkańców. Tę listę zalet można by jeszcze długo kontynuować, dlatego dziwię się, że tak wiele miejsc na Roztoczu pozostaje wciąż niezadeptanych. Ale akurat to nie powinno nas martwić.
Jeśli inni wolą po raz „n-ty” pojechać w góry, gdzie znajdą może bardziej spektakularne, ale – co za tym idzie – intensywniej eksplorowane ścieżki, to ja dla odmiany proponuję roztoczańskie ubocze. Takiej jazdy nie posmakujecie nigdzie indziej – 100 procent „original”!
W piekielnym labiryncie
Jeśli sądzicie, że z tą jazdą po bandzie trochę bujam, zerknijcie proszę na mapę topograficzną okolic Szczebrzeszyna. Na zachód od tego miasta znajduje się rezerwat „Piekiełko”. To, co ujrzycie – te wszystkie surrealistyczne dziwolągi o kształtach przypominających zwarcie elektryczne albo jakieś ośmiornice, mogą Wam nasunąć myśl, że kartograf, który nakreślił mapę, najwyraźniej sfiksował.
Tymczasem zagadkowe twory to nic innego, jak tylko niesłychanie skomplikowana rzeźba terenu, a ściślej rzecz ujmując – wyjątkowe zagęszczenie wąwozów lessowych. Mieliście kiedyś okazję zmierzyć się z takim terenem? Ja widziałem coś takiego po raz pierwszy i doznałem prawdziwego wstrząsu. Szczena po prostu opada.
Znaczne różnice wysokości (do stu metrów) w połączeniu z głębokimi rozcięciami erozyjnymi dają arcyciekawą mieszankę. Naturalnie utworzony teren przypomina rasowy „bike park”. Miejscówki takie jak „Łopata” czy „Wilcze Doły”, które znam z Lasku Wolskiego, wymiękają.
bikeBoard
W „Piekiełku” i okolicy bywa naprawdę gorąco. Wyjątkowe w skali kraju (a nawet Europy) zagęszczenie jarów sprawia, że jest się gdzie wyżywać. Na jeden kilometr kwadratowy powierzchni przypada niekiedy ponad dziesięć kilometrów wąwozów! Teren jest ogólnie udostępniony, więc do woli można uskuteczniać tu zjazdy i wszelkiego rodzaju eksplorację. Przypomina to penetrowanie ogromnego labiryntu.
O ile przemieszczamy się wzdłuż rozcięć, erozyjnych, szczególnie zaś po ścieżkach, poruszanie nie stanowi dużego problemu. Trochę stromych zjazdów i podejść, niekiedy dłuższy odcinek dnem głębokiego wąwozu… Taka dynamiczna sinusoida. Nawet średnio wprawiony biker da radę. Gdyby jednak zechcieć pokonać szczebrzeszyńskie jary w poprzek rozcięć to jasnym stanie się, dlaczego porównałem tą okolicę do labiryntu – to byłaby istna katorga.
Nie próbujcie też wjeżdżać do nieeksplorowanych „kanionów”! Powywracane drzewa, zarośla, podmokły teren, a nawet strumienie wypełniające dna takich nieprzebytych wąwozów bronią dostępu jak mogą. Orientacja w tym środowisku jest ekstremalnie trudna i nawet najlepsi spece od nawigacji będą mieli nie lada orzech do zgryzienia. Trzymając się ścieżek pofruwacie po naturalnych bandach (uwaga na wypłukane przez wodę kratery!) i spróbujecie ostrych, acz krótkich zjazdów, gdzie spokojnie można się rozpędzić do 60 km/h. Prawdziwe szaleństwo!
Długość polskiego wybrzeża oficjalnie mierzona jest od wschodu w kierunku zachodnim. Podobnie jak ma to miejsce przy ważniejszych drogach, również i tu, na całej rozciągłości naszej granicy lądowej znajdują się słupki kilometrowe (z pominięciem Półwyspu Helskiego). Bywa, że jedzie sobie człek polem, zbliża się do ściany lasu, aż tu nagle zasysa go czarna dziura. Spadek jest gwałtowny, niczym nie zapowiedziany. Lepiej mieć wtedy głowę na karku i mocne nerwy. Oczy mają z początku kłopot z akomodacją, bo w wąwozach panuje zazwyczaj półmrok. A tymczasem trzeba działać, wąski i kręty tunel przypomina jako żywo tor bobslejowy.
Na szczęście gleba jest zazwyczaj dość łaskawa (czyt.: miękka). Do rarytasów należą singletracki, które spotkać można niekiedy na ścianach odgradzających sąsiadujące ze sobą wąwozy. Przy takim ich zagęszczeniu nie jest to zjawisko rzadkie. Jadąc grzbietem takiej fantastycznej grzędy trzeba umiejętnie balansować, w przeciwnym razie nietrudno stoczyć się po stromej i wysokiej ścianie na samo dno zacienionego jaru.
Emocje, jakie niesie ze sobą eksploracja tego fascynującego miejsca, sprawia, że warto ponieść wszelkie trudy. Ciekawym przeżyciem jest nocna wizyta w „Piekiełku”. Dna przykrytych buczyną wąwozów przepełnia wówczas nieprzenikniony mrok. Sceneria staje się upiorna, jazda z dobrym oświetleniem dostarcza niezapomnianych wrażeń. Tylko nie wystraszcie się pohukiwania puszczyków – są raczej niegroźne, no chyba że ktoś jest myszą.
Przeszłość ukryta w chaszczach
Nie od dziś wiadomo, że najbardziej charakterystycznym obrazkiem, a także wizytówką Roztocza, są niezliczone wąwozy i jary. Z nimi najczęściej kojarzy się imię tej krainy. Ale to nie jedyne specyficzne dla tego obszaru elementy. Typowymi akcentami w tamtejszym krajobrazie są także malownicze cmentarze (najczęściej greckokatolickie), różnego rodzaju ruiny, zabytkowe cerkwie, a nawet potężne bunkry. Słowem – rozmaite antropogeniczne pamiątki, które popadły w zapomnienie.
Całe Roztocze jest nimi wręcz usiane, a szczególne ich bogactwo spotkamy we wschodniej, przygranicznej części. Większość śladów przeszłości zakryła dziś tryumfująca przyroda. Odszukanie wiąże się zazwyczaj z posiadaniem dobrej mapy i pewnego wyczucia – może nawet intuicji. Przyda się też pojazd, któremu nie straszne bezdroża i głębokie piachy. Ukryte w leśnej głuszy zabytkowe mogiły i całe cmentarze to temat nie tylko dla romantyków.
Czytaj dalej: 1